Xięga mądrości

arHIVum
2010
październik
2009
kwiecień
2008
listopad
październik
lipiec
czerwiec
2007
listopad
lipiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2006
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec

Martwe blogi

Moje jakieśtam gówna
Mój Fotoblog
Valdrab wampir
Szyszkebab Blog słoniomój - obrzydliwy, ale zabawny...

Blogi, których nie czytam, a mam tylko z uprzejmości

MANGE-CETTE-ORANGE
Forum Internetowe Akcji
MANGE-CETTE-ORANGE

Różne zabawne stronki
Virtualna Polka To jest już kurcze totalna bzdura...

Blogi, które czytam
Blog Hagara! Super blog, kompana o nocopolarnym stanie umysłu.




tebuty

Ale co próbuję, to nie wychodzi. Wszystko, dobra zabawa, nauka, praca, seks. Jakoś w tym wieku już jestem, żemisieniechce. Nawet ten blog, półtora roku zanim napiszę cokolwiek, nuda, nuda, nic się nie dzieje. Jeżdżę sobie do Krakowa, Dołodzi, Wrocka, podróżuję, nie oglądam widoków, wszystko już widziałem, nuda. Chcę wyjechać gdzieś, do Berlina?, znowu uczę się więc niemieckiego, znowu słomiany zakalec, znowu nie będę mężczyzną i nie pokażę jak wspaniale kończymy (kończyny).
Tak sobie uświadomiłem, że zwykle piszę tu jak jest mi smutno. No i tak, jest mi smutno, bo zdrowo. Zdrowo się odżywiam, zdrowo się uczę, nudzę się. Gdybym jeszcze umiał/lubił się dobrze bawić, ale to jest dla pięciolatków, atrakcje, huj.

Muzyka na dziś:
Cisza

Film na dziś:
Full Metal Jacket albo coś równie ciężkiego.
wysrano: 2010-10-20 11:39:10 | skomentuj Dodało się: (1)
Bela Lugosi's Dead.

Suddenly I stop,
But I know it's too late -
- I'm lost in a forest.

All alone.

The girl was never there,
It's always the same:
I'm running towards nothing
...
Again and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again, and again.

Grypa żołądkowa jest dość nieprzyjemną chorobą, która obiawia się między innymi tym, że sra się dalej, niż się rzyga. Kiedy siedzisz na kiblu w odległości dwóch metrów od pralki, na której stoi radio napierdalające Nirvanę, której szczerze nie znosisz, a jedyną Twoją myślą jest to, żeby się nie ruszyć, bo po zjedzeniu czterech tabletek węgla masz przy ostrej sraczce jednocześnie ostre zatwardzenie i każdy Twój ruch może spowodować bolesne pęknięcie tego symbiotycznego związku dwóch kup, jedyne co możesz zrobić to czekać na ich dyfuzję, żeby wszystko wyszło jak stara dobra kupa. Kiedy przestaje Ci się chcieć czekać, wpadasz wreszcie na genialny pomysł zarzucenia pętli z kluczy na łańcuchu na radio, żeby je do siebie przyciągnąć i wyłączyć. Kiedy stojąca obok pralki i radia dwumetrowa szafka z kosmetykami leży na Tobie, a Ty właśnie wypuściłeś z bólem rodzenia to coś, co tkwiło w Twej dupie przez ostatni dzień, zdajesz sobie nagle sprawę, że większego szczęścia nie osiągniesz. Ale po kilku minutach, kiedy szafka stoi na miejscu, kosmetyki na niej, a Twoja dupa już nie boli, zdajesz sobie nagle sprawę z tego, że przecież to szczęście, to też szczęście. Może nie takie duże, może nie takie wspaniałe, ale zawsze to szczęście. Może faktycznie, te łzy, kiedy się uśmiechasz, nie są łzami szczęścia, a wściekłości, bólu i chuj wie czego jeszcze, ale możesz przed sobą udawać, że jest bardzo dobrze. Musisz być to tego idiotą, ale to działa. Idiotą albo dobrym aktorem.
Pozdrawiam wszystkich w tę jakże znaczącą rocznicę, trzy dni przed odejściem Kurta Kombajna, w dniu, w którym Papież strzelił sobie w łeb, a Napoleon się ożenił.

Muzyka na dziś:
Trochę OeSTeeRa, trochę Manu, trochę Nouvelle Vague.

Film na dziś:
Monty Python's How To Irritate People (1968) wraz z cytatem:
Jeśli chcecie wkurzać ludzi dla czystej przyjemności, musicie przestrzegać jednej z podstawowych reguł. Nigdy nie posuwajcie się za daleko. W przeciwnym razie, wasze ofiary mogłyby wybuchnąć złością, krzykiem, tupaniem, wulgaryzmami i tak dalej, a to wyzwoliłoby w nich całe napięcie i zniweczyłoby to, co tak starannie zbudowaliśmy. A tego byśmy nie chcieli, prawda? Przy odrobinie wysiłku i umiejętności możemy utrzymywać stan ich stłumionego napięcia na równym poziomie przez tygodnie, miesiące, kto wie. W rezultacie możecie doprowadzić ich do załamania nerwowego, lub jeszcze lepiej, do trwałych uszkodzeń komórek mózgowych. Jednak unikanie wybuchu gniewu, cokolwiek robicie, by kogoś wkurzyć, powinno wyglądać na niezamierzone.

wysrano: 2009-04-02 23:05:43 | skomentuj Dodało się: (3)
I am dreaming of a white Christmas again.

Kolejny poranek z jajecznicą i sokiem pomarańczowym. Kolejny dzień z tymi samymi ludźmi od ponad miesiąca, tylko ponad miesiąca, a już z tak nudnymi, z którymi nie chce mi się już nawet iść na piwo. Mam dość kolejnych dni, poranków, wieczorów, nocy, poranków, codziennego napierdalania w to twarzoczaszką, żeby tylko nie wyjść na tego, którym jestem. A takie napierdalanie z założenia boli. Chciałbym opanować to raz jeszcze i potrafić się zanurzyć, ale pewnie by mnie szlag trafił. Jesienna deprecha. Może w zimie faktycznie powinienem się zapamiętać w śniegu i nie wychodzić spod niego przez dłuższy czas? I może jeszcze Lamborghini Diablo...

wysrano: 2008-11-07 10:18:36 | skomentuj Dodało się: (5)
klaso próżniacza

Huśtawki nastrojów, brak szeroko pojętej intymności, niepewność czegośtam, ostra grypa i dziwne tabletki. W zasadzie piszę tutaj tylko po to, żeby mi nie wywalili tej ciężkiej pracy, więc pozdrawiam Was, ciule. Dobranoc, kloc na noc.

wysrano: 2008-10-31 00:13:59 | skomentuj Dodało się: (0)
FILM

Tak się zorientowałem, oglądam przecież mnóstwo filmów, staram się po około dwa-trzy dziennie, a jak dobrze idzie, to nawet cztery. Czemu więc nie polecić kilku(nastu?), które widziałem i mi się podobały? Lub odwrotnie?

"Dick Tracy"
Scenariusz i Reżyseria - Warren Beatty
Zdjęcia - Vittorio Storaro
Muzyka - Danny Elfman
Montaż - Richard Marks
W rolach głównych:
Warren Beatty
Al Pacino
Madonna
Kostiumowy kryminał w klimacie lat dwudziestych. Jest to pierwszy taki film przed Sin City - bardzo przerysowany, jakby komiksowy z groteskowo przedstawionymi postaciami gangsterów, którzy bardziej przypominają tutaj złoczyńców z komiksów niż normalnych ludzi. Rola Warrena Beatty'ego zwyczajna, bez rewelacji, Madonna jak zwykle dużo lepsze aktorstwo niż śpiewanie, przynajmniej jeśli chodzi o filmy, w których gra. Al Pacino w zasadzie nie musiał grać, rolę miał stworzoną w zasadzie dla siebie. Do tego bardzo mało ważne, ale świetnie zagrane epizody Dustina Hoffmana. Polecam film tym, którzy lubią lekkie filmy kryminalne, z których można się czasem i pośmiać:).

+++

"Cztery noce z Anną"
Reżyseria - Jerzy Skolimowski
Zdjęcia - Adam Sikora
Muzyka - Michał Lorenc
Montaż - Cezary Grzesiuk
W rolach głównych:
Artur Steranko
Kinga Preis
Skolimowski zrobił coś, na co czekałem od lat - polski film na światowym poziomie! Zdjęcia i muzyka powalają, wciskają w ziemię, kopią w ryj i dają czadu. Aktorstwo niezłe, tylko role trochę mało wyraziste. Historia absurdalnie pojebana, ale jest w tym filmie klimat, nieco lynchowski, nieco jarmushowski... Wiem, że takie opisywanie to gówno, spróbuję inaczej: w pierwszej scenie facet stoi nad brzegiem rzeki, którą płynie martwa krowa. Wiem, brzmi chujowo, ale naprawdę, warto obejrzeć i już. Oglądać, panie i panowie:)!

Co do właściwej części notki: znowu dostałem się na studia, tym razem na bałtystykę na UWu. Razem z Olą i z Hagarem zresztą! Jesteśmy teraz dumnymi (ry)bałtami i niechaj nam tylko jakiś polaczek podskoczy! Ja pierdolę, co ja piszę. Idę nie wiem co, oi!

Muzyka na dziś:
- Nouvelle Vague
- Clash

wysrano: 2008-07-22 20:12:24 | skomentuj Dodało się: (7)
Tim Montgomery

Dawno nic nie umieściłem, boję się, że mogą mi toto usunąć. Kompletnie nie mam weny, więc po prostu zostawię z tym Tima.
wysrano: 2008-06-18 12:32:38 | skomentuj Dodało się: (0)
Wiązka

Każda twarz ze ściany otwiera oczy, usta i zaczyna śpiewać, ściany robią się coraz węższe, aż wreszcie siedzę w pomieszczeniu metr na metr na sto. Sto metrów w górę, z wysokości których kapią na mnie dźwięki umieszczonego tam głośnika. Ja klęczę, obserwując lecące dookoła krople. Żadna nie pada na mnie, wszystkie dostają się do mnie przez pory w tych fragmentach skóry, na które akurat nie patrzę. Kolejny >>>FILM<<< umieszczony pomiędzy swoimi wielkimi literami ponad wszystkimi wpada wprost do mojej niegodnej głowy (nieważne skąd czerpiecie, ważne co z tym zrobicie). Po filmie cięcie, po cięciu cyrk, po cyrku kolejne krążki w tych piekielnie trudnych puzzlach. Nieważne czy pasują kolorem, w końcu wszystkie mają ten sam kształt. Niepokojąco regularny, jakby zasady, które mówią, że NIC nie jest regularne, miały gdzieś. Płyną poprzez kraje, kina, rozlewają się po deskach teatrów, po to tylko, by były całkowicie inne od tych wymyślonych, a dokładnie takie jak te skradzione (po to by wymyślić). Nieregularność miała być kluczem do sukcesu, jest nim jednak ta sama, stara regularność, która samą sobą niszczy wszystko co inne.

Muzyka na dziś:
- Zespół Reprezentacyjny (Za nami noc pieśni Luisa Llacha) - Śnimy:

"- Śnicie!
– Ależ tak, śnimy nieprzerwanie, zawsze.
- Oczekujecie zbyt wiele.
– Ależ tak, nauczyliśmy się czekać i czekamy na wszystko.
- Chcecie za wiele.
– Ależ tak, chcemy za wiele, chcemy więcej, chcemy osiągnąć wszystko.
- Spieszycie się.
– Ależ tak, trzeba iść i dojść, i zaczynać od nowa.
- Śnicie.
– Tak, to konieczne, ten sen może spełnić się jutro.
- Oczekujecie zbyt wiele.
– Ależ tak, i nie wstyd być nam niewolnikami nadziei.
- Chcecie za wiele.
– Ależ tak, to nasze święte prawo, więcej, to nasz obowiązek!
- Żądacie!
– Ależ tak, z determinacja i w milczeniu.
I mimo wszystko, i mimo wszystko tak jest lepiej, lepszy jest naród który wciąż się burzy. Chociaż czasem gwałtowny, chociaż czasem zbyt ostrożny, chociaż czasem słaby, podły, odrażający. To i lepiej z całą swoją ludzką naturą, dziwną i prostą. To i lepiej niż być potulnym stadem, podporządkowanym czyimś zimnym kalkulacjom. I dlatego niech nikt nie wstydzi się powiedzieć, niech nikt nie wstydzi się krzyczeć. Śnijmy!!! Tak, śnijmy nieprzerwanie! Śnijmy odważnie! Śnijmy poza kres naszych snów, poza kres wyobraźni! Śnimy zawsze, tak! I oczekujemy wszystkiego, nauczyliśmy się sztuki czekania, owej sztuki czekania w bezsilności. Umiemy czekać i czekamy na wszystko, na wszystko i chcemy osiągnąć wszystko!
Chcemy tego, co niemożliwe, by osiągnąć to co możliwe!
Chcemy tego co możliwe, by osiągnąć to co niemożliwe!!
To i lepiej, naprawdę, to i lepiej. Chociaż czasem gwałtowni, chociaż czasem słabi, podli, odrażający.
To i lepiej z całą naszą ludzką naturą, dziwną i prostą.
To i lepiej niż być potulnym stadem podporządkowanym czyimś zimnym kalkulacjom.
I dlatego, jeśli kiedykolwiek ośmielą się powiedzieć nam:
– Śnicie.
- Jasne, że tak, śnimy nieprzerwanie, zawsze.
Jeśli powiedzą nam:
– Oczekujecie zbyt wiele.
– Ależ tak nauczyliśmy się czekać i czekamy na wszystko... na wszystko.
Jeśli powiedzą nam:
– Chcecie za wiele.
- Jasne, że tak, chcemy za wiele, chcemy więcej, chcemy osiągnąć wszystko.
Jeśli powiedzą nam:
- Spieszycie się.
– Ależ tak, tak, trzeba iść i dojść, i zaczynać od nowa. Tak, spieszymy się..."

Przysłowie na dziś:
Kto dla siebie głupi, nie będzie rozumny i dla innych.

wysrano: 2007-11-26 17:10:30 | skomentuj Dodało się: (4)
Honey, I'm a devil, it just... wouldn't be right.

W zasadzie nie miałem ostatnio jakichś supermetafizycznychwpupęprzeżyć, nie mam więc o czym pisać, ale jak mnie tak ładnie poprosiłeś, to mogę napisać co nieco o mojej kawie. Piję kawę 3/3/3, czyli trzy czubate łyżeczki kawy rozpuszczalnej, trzy płaskie łyżeczki cukru i trzy części hadwao na jedną część mleka. Oczywiście zwykle nie mam możliwości dolania mleka czy dosypania cukru, bo u mnie w domu tychże ingrediencji nie ma, piję więc po prostu kawę mocną w chuj. Na przykład, od poprzedniej niedzieli do przedwczorajszej soboty byłem na wpływie na Mazury Narwią i Pisą i na łódkach nie było ani mleka, ani cukru. Po prawdzie, to rozpuszczalna była chujowa, ale od biedy do kubka można wpierdolić pięć czubatych łyżeczek sypanej. Chociaż nie piłem znowu tam tej kawy tak dużo, raczej ograniczałem się do titajmu. Ale gdzieś słyszałem, że herbata ma dużo więcej kofeiny niż kawa. Chociaż w zasadzie to w herbacie jest teina, a nie kofeina. Ale kolega biochemolog twierdzi, że teina i kofeina to chociaż nie to samo, to jednak mają trochę tego samego i dlatego to to samo. Wracając do kawy, teraz, za sprawą tej notki, pierdolnąłem sobie jedną fajną i mocną, ale bez mleka i cukru, szkoda, że bez cukru, bo w kawie najbardziej pobudza właśnie glukoza. A bajdełej, redbul ma mniej kofeiny niż filiżanka kawy, ale ma taurynę, chociaż nie wiem czy ona to też nie to samo, ale trochę to samo, więc to samo, nie będę wprowadzał zamieszania w błąd. Zastanawiam się skąd pochodzi kawa, to niemożliwe żeby była z Indii, bo przecież tam jest zbyt ciepło, żeby napierdalać kawę, kawa jest zajebista na zimne, mokre dni, a nie na taką kurwę jak teraz.
Do bełkotu większej uwagi nawet przywiązywać nie trzeba, żeby się dobrze ułożył, bo bełkot ma cel, do którego dąży, rozwijając się w jego stronę linią prostą. Nie jest tymże celem, wbrew pozorom, ten sam bełkot, a ja odkryłem co. Znajdź to, a przekażę Ci moje uszanowanie i zapomnę o tym natychmiast.

Muzyka na dziś:
- Ultra Orange & Emmanuelle - Touch my shadow,
- Koop - Forces... Darling,
- Richard Cheese - One is the loneliest number,
- Vera Lynn - We'll meet again.

W dzisiejszym dniu wprowadzamy następujące przysłowia i porzekadła ludowe:
Bez kobiety mężczyzna jest tylko półczłowiekiem,
Pan Bóg dał człowiekowi dwoje uszu i jedne usta – żeby dużo słyszał i mało mówił.

wysrano: 2007-07-09 11:43:10 | skomentuj Dodało się: (16)
Z podniesionym czołem

Wreszcie trochę młodości się wkradło w me życie. Młodości i szczęścia (ciekawe, kto mi go tyle daje).
Dawno nie zataczałem się środkiem ulicy, sam, o drugiej w nocy.
Dawno nikt mi nie wmawiał, że radośnie rzygałem trzy razy na klatkę schodową.
I bardzo dawno tak nie uszczęśliwiłem Hagara jak tym, co odwaliłem pani MB-S.
Dawno nie miałem w sobie tak wiele skondensowanego szczęścia (w sensie "luck", nie "happiness").
Dawno też nie czułem się taki podskakujący. W ogóle dawno nie czułem się choć trochę podskakujący.
To skąd te zaciśnięte pięści i zęby? Chyba dlatego, że nadal zdaję sobie sprawę z tego, jak strasznie boję się świata i tego, że dowie się o mnie zbyt wiele:).

Muzyka na dziś:
- www.radiokampus.waw.pl.

Przysłowie na dziś:
Kto rano daje, temu potem nie staje.

wysrano: 2007-05-31 23:17:02 | skomentuj Dodało się: (3)
Wpieprzam pyszny tatar.

Myślałem, że jestem niezniszczalny. Nigdy sobie nic nie złamałem, chociaż starałem się robić dość często niebezpieczne rzeczy. A tu nagle, łup, samochód, rower, twarz odbita w płycie chodnikowej, siniaki nawet na brzuchu i pęknięte przynajmniej jedno żebro. Straciłem supermoce, jestem teraz znowu nikim, dopóki nie wymyślę jakichś innych. Myślałem nad możliwością zmieniania się w wielką, mechaniczną pandę.

Muzyka na dziś:
- Stonowana i spokojna... - Voo Voo?

Przysłowie na dziś:
Kto rano wstaje, temu daję.

wysrano: 2007-04-03 21:28:11 | skomentuj Dodało się: (6)
Kosmiczna świadomość.

W piątek była biba, doszliśmy z Borysem do wniosku, że powracam do formy - ponad dwadzieścia osób, pijaństwo, balkon i oczywiście kibel, który się nie rozlał (!), ale za to zapchał:). Wczoraj pomyślałem sobie, że ten powrót do formy, który zauważyłem także po tym jak wypiłem trzy czwarte jakiegoś dziwnego wina duszkiem, spowodowany był tą radością z udanego przyjęcia, na którym stawiły się tak liczne rzesze - i tak jak zwykle - z różnych środowisk i świetnie się bawiły! Czułem, że mógłbym wypić trzy razy więcej, a i tak bym się nie upił, tak podtrzymywałaby mnie na wysokości świadomość, że robię coś dobrego, coś, za co ludzie mnie zapamiętają:).
Wziąłem sobie dziś o trzeciej w nocy zimny prysznic i poczułem się tak jakoś kosmicznie, jakbym zmył z siebie resztki snu. Nie spałem do teraz, a za godzinkę wybiorę się do szkoły. Zawsze kiedy następuje taka sytuacja kładę się i zasypiam na godzinkę, która trwa zwykle do trzynastej, dlatego dzisiaj tego nie zrobię, a zamiast tego pouczę się sztuki origami.
Poza tym gubię się trochę ostatnio w przestrzeni, chyba dlatego, że za bardzo jej ciążę i stara się mnie wypchnąć.
Poza tym odpoczywam, szukam śladów kosmitów na mojej lampie i dalej próbuję sam siebie pokonać w konkursie rzutu moczem w dal.

Muzyka na dziś:
- Partia,
- Nauka o Gównie,
- The Bill,
- Doktor Hackenbush.

Porzekadło na dziś:
Stań przed swoim bogiem, skłoń się przed swoim królem i klęknij przed swoim mężczyzną.

wysrano: 2007-03-05 07:01:42 | skomentuj Dodało się: (21)
Nie wrzeszcz! Bezsensowne demonstracje.

Z bólem przyznaję Ci rację, ludzie muszą być z natury dobrzy. Głupi, więc dobrzy.
Julek: Ludzie to chuje.
Być może, ale dobre chuje.
Bartek: Boże, oni są tacy źli!
Być może, ale to ich wybór.
R: Jesteś dobrym człowiekiem.
Tak, ale to zdecydowanie nie mój wybór [śmiech].

Muzyka na dziś:
- Buldog - Jak długo jeszcze czekać będziemy,
- Buldog - Berlin,
- Jacek Kaczmarski - Korespondencja klasowa.



wysrano: 2007-01-19 07:39:19 | skomentuj Dodało się: (12)
Jelita owinięte dookoła drzew w lesie.

Czasem mam takie sny, które można nazwać, z braku odpowiedniej nomenklatury, koszmarami. W filmie mamy horrory i thrillery. Jeśli chodzi o sny, mamy tylko koszmary. A ja miewam takie koszmary - thrillery. Śni mi się coś, co w życiu może się zdarzyć, ale jest to bardzo mało prawdopodobne, powiedzmy że kogoś przypadkiem zabiłem i wiem, że teraz będę miał totalnie przejebane. Budząc się, mam uczucie zajebistej ulgi. Ale wcześniej, to uczucie kiedy jeszcze nie wiem, że śpię - straszne. A teraz mam takie uczucie w sobie, na jawie. Ale nie, że będę miał przesrane, po prostu, dowiedziałem się o rzeczy, o której - analogicznie - nikt nie chciałby się dowiedzieć, pod warunkiem, że nie jest pierdolonym sadystą.

wysrano: 2006-10-12 21:10:05 | skomentuj Dodało się: (4)
Jeśli dobrego coś kiedy zrobiłem, tego żałuję - z całej duszy.

- I swoich zbrodni nie żałujesz?
- Tak, że tysiąc ich nie było więcej. I nawet teraz dzień ten przeklinam, choć nie na wiele dni ma klątwa spadnie, któregom jaką śmiercią nie naznaczył, albo zamachem, gwałtem lub myślą, by gwałtu dokonać, niewinnych skargą, czy krzywoprzysięstwem, strąceniem w przepaść, stodół podpaleniem, by je właściciel swymi gasił łzami. Często umarłych dobywałem z grobów. I u drzwi drogich stawiałem przyjaciół, gdy już o stracie prawie zapomnieli. A na ich skórach, jak na drzewa korze, rzymskimi ryłem literami: "Niech rozpacz żyje, chociaż ja umarłem." Okrutnych tysiąc dokonałem czynów, chętnie jak inny mógł zabić by muchę. I nic mnie chyba nie dręczy boleśniej, jak, że nie mogę dokonać ich więcej.
- Ściągnijcie diabła! Zbyt lekką miałby śmierć przez powieszenie.
- Chciałbym diabłem zostać, by żyć i płonąć w wiekuistym ogniu. I byłbym w piekle waszym towarzyszem, moim palącym dręczył was językiem.
- Uciszcie go! Niech nie mówi więcej!

Na podstawie "Tytusa Andronikusa", W. Shakespeare'a, przekład zbiorowy, sam też trochę dołożyłem.

wysrano: 2006-09-20 02:41:24 | skomentuj Dodało się: (5)
Rosyjska ruletka

Często jest tak, że gdy myślicie, że wiecie już wszystko, okazuje się to być dopiero samym czubkiem góry lodowej, na którą się wspinacie. Gówno wiedząc, brniecie jednak dalej - w coraz większe gówno. Dwójnasób metaforycznie, tak.
W filmie Stanleya Kubricka "Full Metal Jacket" główny bohater miał jedną ładną kwestię, nadającą się w zasadzie na tytuł notki, ale z powodów osobistych jest on inny. Nie przytoczę kwestii owej po polsku, bo straciłaby ładne brzmienie, a poza tym język nasz jest chujowy.
"I am in a world of shit, yes. But I am alive. And I am not afraid."
Mógłby na końcu dodać "any more", jako że właśnie wracał do domu z wojny, ale byłoby to chyba zbyt czytelne. Wszyscy żyjemy w gównianym świecie, czy też gównie, w zależności od tłumaczenia, ale to lepsze niż nic. Szczególnie, że jeśli już zdarza się coś radosnego, to jest naprawdę spora szansa, że wkrótce zdarzy się kolejna taka rzecz.
Naprawdę, naprawdę, naprawdę uwielbiam patrzeć prosto w słońce.

Muzyka na dziś:
- Nancy Sinatra.

Cytat na dziś (kolejny):
"This is my rifle.
There are many like it, but this one is mine.
My rifle is my best friend.
It is my life.
I must master it as I must master my life.
Without me, my rifle is useless.
Without my rifle, I am useless.
I must fire my rifle true.
I must shoot straighter than my enemy, who is trying to kill me.
I must shoot him before he shoots me.
I will.
Before God I swear this creed.
My rifle and myself are defenders of my country.
We are the masters of our enemy.
We are the saviors of my life.
So be it.
Until there is no enemy.
But peace.
Amen.
"


wysrano: 2006-08-03 20:36:06 | skomentuj Dodało się: (10)
Turbulencje umysłowe

Byłem dziś i wczoraj w Milanówku. Dziś jeździłem sobie tam trochę na rowerku i trafiłem na duży budynek, jakby pałac. Był bardzo zaniedbany, podjechałem bliżej i rozejrzałem się trochę. Podszedłem do dużych szklanych drzwi na tyłach i zajrzałem do środka. Nagle po drugiej stronie pojawiła się starsza kobieta, rozczochrana, z półotwartymi ustami i niewidzącym wzrokiem. Położyła ręce na klamce i zaczęła szarpać. Uciekłem jak najszybciej tylko mogłem, spierdalałem, aż się kurzyło. Kiedy wyjechałem poza ogrodzenie zauważyłem tablicę z napisem - dom opieki społecznej. Nigdy więcej. Nigdy. Tak bardzo przerażony dawno nie byłem.

Muzyka na dziś:
- Techno.

Przysłowie na dziś:
Jeśli chcesz, żeby coś było zrobione dobrze, zrób sobie sam.

wysrano: 2006-06-26 00:22:24 | skomentuj Dodało się: (5)
Młodzi artyści umierają młodo.

Ja wiem, że to znane i robię źle. Ale chuj w dupę.
Dialogi:

- (...) ani nam witać się, ani żegnać, żyjemy na archipelagach, a ta woda, te słowa, cóż mogą, cóż mogą, książę?
- Kurwa!

- ... żyjemy w czasach zupełnego kryzysu wartości. Zasady, które wpajane nam przez całe życie nagle okazały się nijak nieprzystające do rzeczywistości. Kolejne autorytety obracają się w pył. Znaleźliśmy się nagle oko w oko z pustką. Nie mamy się na czym oprzeć, do czego odwołać, nagle zanikła skala porównawcza. Nie ma nawet zła, jest tylko nicość, i my, zagubieni w niej, zdezorientowani jak dzieci we mgle, próbujący wypatrzeć coś poza nią, coś więcej.
- Jedz, bo wystygnie.

- Jesteś pierwszą osobą, której to powiem: nienawidzę ludzi. Wiele czasu zajęło mi pogodzenie się z tym. Po prostu nie jest mi pisany los Janiny Ochojskiej. Już taki jestem. Ale staram się. Na miły Bóg, każdego dnia, staram się. Za każdym razem kiedy w tramwaju mówię "przepraszam" zamiast "gdzie stoisz, kretynie", za każdym razem, staram się.
- Kup w końcu samochód.

- Słyszałeś, że Bogdan się wczoraj podpalił?
- Dlaczego?
- To jest chyba trendy teraz.

- Dlaczego nie chcesz się już ze mną spotykać?
- Mam już dość prześlizgiwania się po powierzchni zjawisk.
- Co?
- Gadasz tylko o pierdołach.

- Jak wieczór?
- Miałem wykład o wyzwalaniu się z okowów mieszczańskiej moralności. Oparłem się przede wszystkim na Freudzie i Rousseau.
- Ale po co?
- Nie chciała zdjąć bluzki.

- Oddaj mi moje płyty.
- ...
- ...
- Oddaj mi moje dziewictwo.

Jeśli ktoś chce poczytać tego ścierwa więcej, to proszę tutaj.

Muzyka na dziś:
- Queen - Only the good die young,

Przysłowie na dziś:
Gdyby kózka nie skakała, toby ze łba nie dostała.

wysrano: 2006-06-14 17:44:49 | skomentuj Dodało się: (2)
Kolejna notka informacyjna

Jeśli ktoś mi się dodaje, to niech to robi tak, żebym wiedział kto to jest. Najczęściej wystarczy podanie zrozumiałego podpisu, ale jeśli ktoś nie opanował tej trudnej sztuki, to może wpisać w miejsce imejla coś konkretniejszego niż n.p. "Małe Buzi".

Muzyka na dziś:
- Lalala.

wysrano: 2006-05-30 16:11:25 | skomentuj Dodało się: (4)
Notka informacyjna

Na ósmego (zaraz po pierwszym soborze warszawskim Kościoła LPS) czerwca planuję małą imprezę z okazji wyjazdu mojej mamy na Kretę. Więcej informacji zamieszcza się zawsze na gronie. Wszystkich zainteresowanych uczestnictwem w soborze Kościoła LPS zapraszam do siedziby kościoła NMP (Najświętszej Macki Potwora) przy ul. Opalińskiej 5/7, pod numerem mieszkania 109. Spotkanie odbędzie się siódmego czerwca.
A teraz obiecana część informacyjna:
Studia poszły się jebać Lipiec.
Dziękuję za uwagę.
Muzyka na dziś:
- Duran Duran - Rio,
- The Music - Getaway.
Przysłowie na dziś:
Lepszy jest Żyd bez brody niż broda bez Żyda.

wysrano: 2006-05-27 10:36:56 | skomentuj Dodało się: (1)
Walking

Wracając dziś z pracy widziałem bardzo ładny księżyc. Jego sierp z mojej perspektywy wisiał nad Pałacem Kultury i Nauki, jak miecz nad szyją skazańca. Nic więcej nie mam na ten temat do powiedzenia. Piszę tę notkę, nie mając nic do powiedzenia! A to się narobiło.

Muzyka na dziś:
- The Cardigans,
- Music.

Przysłowia na dziś:
- "Z pustego i Salomon nie naleje",
- "Kto sobie z rana strzeli, cały dzionek się weseli".

wysrano: 2006-04-22 06:02:51 | skomentuj Dodało się: (3)
Bądźmy poważni...

Choć raz w życiu, w tym dniu, bądźmy poważni. Nie psujmy sobie humorów powagą na pokaz, ale pomyślmy poważnie. Ja pomyślałem i prawie jebłem. Straszne uczucie. Mimo to, ustalam ten dzień, siedemnasty marca, dniem bycia poważnym.

Muzyka na dziś:
- Clash.

Przysłowie na dziś:
Plamka też człowiek:(...

wysrano: 2006-03-17 12:26:29 | skomentuj Dodało się: (12)
HOW YOU GONNA BREAST FEED ME MOM? YOU AIN'T GOT NO TITS!

Jest to opowiadanie, które można nazwać zapisem uwstecznionej, ale realistycznej halucynacji. Może wyglądać zupełnie inaczej. Nie wiem. To wszystko.

Jeszcze tam, na peronie, nietrudno było rozpoznać ich szczególną obecność, wyłowić z tłumu. Wszyscy mniej więcej w tym samym wieku, bez bagażu, większość odprowadzana przez matki o zaczerwienionych oczach, przez ojców ukrywających pod pobłażliwym uśmiechem kiełkujące ziarna niepokoju. Niektórzy samotni, bo peron w wielkim mieście istniał dla nich jedynie jako stacja przesiadkowa. Buńczuczni synowie machający na pożegnanie: spokojnie mamo, jak dojadę, to napiszę, nie płacz, to tylko dwa lata, jakoś poleci.
Pomarańczowy lizak czarnego kolejarza, pospieszne słowa, uściski, potem już tylko długie, zamyślone palenia papierosów pod lodowatymi światłami korytarza, wzrok utkwiony w martwym kwadracie okna i szybkie mgnienia świateł w mieścinach, gdzie nigdy żaden pociąg nie staje. Myśli, myśli, myśli, kołowrót mieszający przyszłość, przeszłość i teraźniejszość. Kalejdoskop nadziei i obawy. Armia – wojsko, armia – wojsko, armia – wojsko, armia – wojsko, słowa tak często słyszane, tak często wypowiadane w tym małym kraju. Gdzieś w mózgu świeci telewizyjny ekran, przez który mknie dzielna czwórka z ukochanym, mądrym psem. Sypiące się z nieba ordery, deszcz syntetycznej krwi, rozwierające się rany, co słodkie są, o mój rozmarynie, pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej, błyszczące bagnety z defilady oglądanej gdzieś w głębokim dzieciństwie, tato, ja chcę być żołnierzem, następnego dnia rano plastikowy pistolet znaleziony na poduszce, pistolet, który zadawał setki podniecających śmierci w podwórkowych masakrach rattatatatatata – wy jesteście hitlerowcy, my jesteśmy partyzanci. Mapy na lekcjach historii poznaczone dziesiątkami kolorowych strzałek i liczby trupów wypowiadane beznamiętnym głosem sennego nauczyciela, pierwsze rozkoszne kopnięcie kolby niezgrabnego karabinu na zajęciach przysposobienia obronnego i frontowe opowieści kapitana na rencie, który w czasie wojny mógł być synem syna pułku, długie przemówienia w izbie pamięci narodowej wśród pożółkłych papierów, kawałków żelaza wydobytych skądś tam, może z jakiegoś zasłużonego ciała. Ekran, ekran, ekran gdzie dzielni chłopcy skaczą z obłędnych wysokości, biegną, walą ze wszystkich posiadanych luf, podrzynają gardła, wysadzają w powietrze całe miasta, by pozostawiwszy po sobie dogasający ogień i milczenie wskoczyć do odrywającego się od ziemi samolotu i spaść przed oblicze wygolonego, pachnącego generała w eleganckim mundurze czekającego z wyciągniętymi rękami – w lewej medal za odwagę, za celność, za lojalność, za diabli wiedzą co jeszcze, w prawej twardy męsko – ojcowski uścisk. Potem podzwaniając kupą złomu bohaterowie bieżą do wielkobiustych blondynek, pocałunek zakryty napisem koniec, kaniec, the end, fin.
Niedzielne, poranne pogramy z chudym porucznikiem o wysokim czole plus akcentowane „ą” i „ę”, porucznikiem, który nie bacząc na deszcz i błoto brnie przez wszystkie poligony kraju przedstawiając superwyszkolonych, supersprawnych, superszybkostrzelnych, supercelnych byczków o ziemniaczanorodnych twarzach. Horyzont zieje ogniem, rozpieprzone w puch tekturowe czołgi, papierowe bunkry. Krostowaci kaprale wychodzą przed front swoich drużyn z oczami skromnie spuszczonymi, walcząc z zasadzkami zapamiętanego tekstu przedstawiają receptę na sukces w uśmiercaniu fantomów z papier – mache, zgrany kolektyw, koleżeńska pomoc, pilność w wykonaniu, przyjaźń w odbywaniu. Zbliżenie kamery, uśmiech, pozdrowienia dla mojej narzeczonej oraz dla kolegów z cywila.
Pociąg mknie dalej niosąc głowy, w których być może zawodzą te obrazy, a być może nie zawodzi nic, a może coś innego, może pustka nocy, może napięty łuk oczekiwania, może łzy, a może osłupienie, że to wszystko od dawna oczekiwane, znane z opowieści, staje się tak nagle realnością zwyczajnej, męczącej, kolejowej podróży, świat pozostał światem, a nogi tak samo jak zwykle wrastają w rozkołysany pokład wagonu, a papierosowy dym jest suchym, pustynnym wiatrem, a mimo to ognik wciąż żarzy się między wargami.
Potem są niespokojne, świecące nadzieją spojrzenia na boki, bo przecież musi być tu jeszcze ktoś związany tym samym losem, którego nikt nie pozwolił wybrać, zamieniając cyrk tężyzny i patriotyzmu w nieznośny kamień obowiązku. Czasami ktoś odbiera sygnały niepewności, czasem ktoś ogłuszony alkoholem szuka otwartych uszu, co mogłyby przyjąć lekceważąco lękliwy bełkot o najbliższej przyszłości. Ktoś inny snuje opowieść o tym, że ktoś był, przeżył prawdziwie męską przygodę.

wysrano: 2006-03-01 20:52:41 | skomentuj Dodało się: (2)
L.O.V.E. - Liga Obrony Vróbelka Elemelka

Nie jest źle, trochę woda kapie, ale spięcia jeszcze nie ma. Trochę mi wszystko skrzeczy, ale przecież powszechnie wiadomo, że po wytruciu ż(rz?)ab skrzeczeć będzie sama rzeczywistość. A wtedy trzeba będzie mnie karmić z procy, bo skrzecząca ż(rz?)abio rzeczywistość mnie przerośnie i odpierdoli mi bardziej niż zwykle ostatnio. Myślałem dziś o napisaniu czegoś bardziej mądrego niż moje tradycyjne, egzystencjonalne pierdolenie. Problemem jest tylko to, że kiedy myślę o tym, o czym chciałem napisać, to się złoszczę. A gniew nigdy nie jest sprawiedliwy, więc co ja będę pieprzył. Z resztą i tak wszystko co mądre powiedział wcześniej już ktoś inny.

Muzyka na dziś:
- O.S.T.R. - Kakofonia,
- Kult - Pan Pancerny,
- Strachy na Lachy - Pogrzeb Króla.

Przysłowie na dzisiaj:
Kochać to nie patrzeć jedno na drugie, ale patrzeć w tym samym kierunku - Antoine de Saint - Exupery.

wysrano: 2006-02-27 19:10:35 | skomentuj Dodało się: (2)
...

Każdy ma świnkę skarbonkę...
W DUPIE!!!

wysrano: 2006-02-24 09:10:11 | skomentuj Dodało się: (3)
Wściekle

Od kiedy myślimy, wpajane są nam różne niesamowite wizje Piekła. Piekło chrześcijańskie, po którym czerwone diabły z widłami ganiają grzeszników. Piekło dantejskie, z popieprzonym systemem wartości, do którego, na domiar złego, pakuje się wszystkich, podczas gdy niebo zamieszkiwane jest tylko przez świętą trójcę. Piekło antyczne, podobne do dantejskiego, ale jeszcze bardziej popierdolone. Ostatnio ktoś mi powiedział: "Wiesz co, Wercik? Pójdziemy do Piekła." Zastanowiłem się głęboko, uśmiechnąłem i odpowiedziałem: "Jasne. W końcu ono samo do nas na pewno nie przyjdzie, a tam też trzeba zrobić rozpierduchę." Piekło nie wie jeszcze, co to Wercik. A Wercik wie, co to Piekło. Bo Sartre się mylił. Piekło to nie inni. Piekło to ja.

Przysłowie na dzisiaj:
Gdyby kózka kwiecień plecień, toby ślimak chuj Ci w dupę.

wysrano: 2006-01-27 18:12:12 | skomentuj Dodało się: (11)
Tramway to Heaven

Muzyka na dziś:
W sklepach tysiąc świateł, w głośnikach kolędy,
Już niedługo się narodzi Syn świętej legendy.
W działkowej altance zamarzła nam woda,
Odmrożone nogi, ręce, ale dziecka szkoda.

Bezdomnym rodzicom nikt tu nie pomoże,
Byle tylko do szpitala zdążyć, dobry Boże.
Bezdomnym rodzicom nikt tu nie pomoże,
Byle tylko do szpitala zdążyć, dobry Boże.

Brzuch trzymając do szpitala jedziemy tramwajem,
Nie boimy się kanara, on dziś dary daje.
Byle zdążyć, już niedługo, prawie widać bramę!
I za chwilę już zabiorą grubą biedną mamę.

Może razem się narodzą o jednej godzinie
Nasze dziecko i Syn Boży, światłość z niebios spłynie.
Może razem się narodzą o jednej godzinie
Nasze dziecko i Syn Boży, światłość z niebios spłynie.
Może razem się narodzą o jednej godzinie...

Kolejny joint sprawia życie bardziej kolorowym. Kolejna butelka bardziej zamglonym. A kolejny szaliczek cieplejszym. Hu! Ha! Zima zła! My się zimy nie boimy, kalesony wnet włożymy! Przepraszam za głupoty, o tej porze to już normalka.

Dalszy ciąg muzyki na dziś:

A gdyby wpuszczano ryby do kina,
Stałby w kolejce za linem lin,
Wtedy miałyby sens takie właśnie to słowa:
Stoi przed kinem kolejka linowa.
Dodatek mi se mi lowa in e dej, dej, dej!

Przysłowie na dziś:
Who needs reasons when you've got heroine...

wysrano: 2006-01-07 02:20:27 | skomentuj Dodało się: (0)
Pojeby rządzą Światem

Siedzę, lekko zżulony, bo spać położyłem się jak zwykle za późno. Dłubię śrubokrętem w zębach, bo nie mam wykałaczek w zasięgu odnóży. Przekrwione, załzawione, brudne po nocy oczy chcą uciec z mojej czaszki, ale przytrzymują je jeszcze zmarnowane powieki. Kubek bezlitośnie pali dłonie i wargi, jednak herbata jest zimna. Albo moje gardło jest już bardziej martwe od reszty ciała. Prawdopodobnie tak jest, gdyż kiedy palę skręta, nawet już tego nie czuję. Zdycham...

Muzyka na dziś:
- Tilt - Jeszcze będzie przepięknie,
- Wilki - Aborygen,
- Wilki - Bohema,
- Mariusz Lubomski - Psychobójca.

Przysłowia na dziś:
- Co dwie głowy, to dwie głowy.
- Co dwie dupy, to nie jedna.

wysrano: 2006-01-05 10:06:42 | skomentuj Dodało się: (2)
Białe wakacje...

Wróciłem dziś o trzeciej w nocy do domu. Nic nowego, ale teraz, gdy chcę dojść do nowego mieszkania z drugiej strony niż zwykle (a tym razem właśnie tak mi wypadło), muszę się przedzierać koło dość ciemnych krzaków. Matka zawsze mnie opierdziela gdy idę tamtędy, nawet w dzień, bo faktycznie jest tam ciemno jak wewnątrz kuli wymalowanej tlenkiem toru. Tym razem jednak, kiedy skręciłem z nieco większej uliczki w mniejszą, prowadzącą obok znajomych mi krzaków, ogarnęła mnie wszechogarniająca jasność. Śnieg odbijał się od śniegu, odbijającego się od śniegu. To taki wstępniaczek, który miał poprzedzać resztę notki, ale jakoś nie mogę wymyślić dalszego ciągu. Dla wszystkich tych, którzy jeszcze nie wiedzą - mam dziewczynę, pracę i drukarkę i planuję zrobić jakoś na początku nowego roku imprezę, jakby nie było, noworoczną.

Życzenia noworoczne:
Chuj Wam w dupę w Nowym Roku,
Niech Was boli wszystko w kroku,
Niech Wam fiuty już nie stają,
I niech baby Was zdradzają.
Niech Was dzieci nie słuchają,
Różne boby podkładają,
Niech Was kumple olewają,
Głupie żarty wyczyniają,
Niech Was ściga U. Skarbowy,
I wytarza w gównie krowy.
Niech Wasz penis będzie mały,
Niech Wam kurwy gryzą pały,
Niech Was dręczy rozwolnienie,
Niech Wam jebnie ktoś kamieniem,
Niech Was biskup Paetz zgwintuje,
Niech Was zowią głupim chujem,
Niech Was pies ugryzie w dupę,
Niech Wam okradną chałupę,
Niech Was rozpierdoli TIR,
Niech Wam spadnie na dom MIR,
Niech Was cegła rąbnie w łeb,
Niech Was jebnie w mordę cep.
Te życzenia od proroków
Niech się spełnią w nowym roku.
(Sparafrazowane z części dwudziestej siódmej Magicznych Przygód Kubusia Puchatka - I Am Dreaming Of A White Christmas)

Muzyka na dziś:
- Pastorałki Teatru Hybrydy.

Przysłowie na dziś:
Gdy w Nowy Rok skwar i upał, baran wilka będzie łupał.

wysrano: 2005-12-28 19:40:27 | skomentuj Dodało się: (6)
Postępująca dekadencja.

Kilka dni temu była u mnie impreza. Następnego dnia Borys powiedział, że była dekadencka. W moim skromnym umyśle zakwitło słowo - regres. Było koło czterdziestu osób, nie chce mi się liczyć, bo sam nie pamiętam dokładnie kto był. Wiem na pewno, że był Dexter, który serwował drinki - pierwszy objaw degeneracji i upadku 'Imprez u Wercika'. Drugim objawem było prawdziwe jedzenie. Nie tylko prawdziwe, ale nawet ciepłe, co nie zdarza się w moim domu każdego dnia. Kolejnym objawem końca, a także mojego wrodzonego kretynizmu było to, że nie byłem wciąż pijany. Aż dziw, zważywszy na to co działo się na moich poprzednich urodzinach. Całe szczęście z wcześniejszych imprez została jedna, niezmienna i wspaniała rzecz - cieknący kibel. Ludzie mi gratulowali, że choć tym zachowałem klimat poprzednich.
Popatrzmy na drugą stronę medalu - dostałem sporo wiadomości z gratulacjami z powodu zajebistej imprezy. W sumie miło mi się zrobiło, jak usłyszałem te pochlebstwa. Do tego dołóżmy straty - jeden kieliszek i jedna butelka. Piękny, biały stół mojej matki został przykryty obrusem i nie musieliśmy się martwić o upierdolenie go czymśtam.
Dziś drugi dzień studiów. Na wykładzie ze wstępu do socjologii kolega Maciek czytał gazetę, inny książkę, a ja zwyczajnie spałem, w przerwach popijając sprajta. Za kilka godzin będziemy mieli kolokwium [cokolwiek by to znaczyło] z historii i geografii. Zaczyna się ostro, a skończy pewnie wielką studencką popijawą wszelkich stanów. Oczywiście u mnie.

Muzyka na dziś:
- White Town - Your Woman,
- Fool's Garden - Lemon Tree,
- The Vines - Ride,
- Voltaire - Song Of Confusion.

Przysłowie na dziś:
Nie ma przebaczenia. Nie ma zemsty. Nie ma złości. Nie ma śmierci. Jestem tylko ja.

wysrano: 2005-10-04 12:00:31 | skomentuj Dodało się: (12)
I co?

Głosem drapieżnym jak błysk w oku wściekłej nutrii spalić za sobą wszystkie mosty. Umrzeć dla przyjaciół, wrogów, dla nieznajomych i wszystkich innych. Odlecieć do mentalnej fortecy kwitnących grusz i małych, brązowych, ćwierkających smutno ptaków. Zapomnieć o tej części ciebie, której masz już dość.

wysrano: 2005-09-21 23:39:07 | skomentuj Dodało się: (25)



adopt your own virtual pet!